Gerlach. Najwyższy szczyt Tatr z przewodnikiem

Kiedy stawiamy nogę na Rysach odczuwamy głęboką satysfakcję z osiągnięcia najwyższego szczytu Tatr w Polsce. Nie minie kilka dni, gdy nasze myśli powędrują jednak wyżej. Ku Gerlachowi! No bo jednak fajnie by było stanąć na najwyższym tatrzańskim wierzchołku… Wiele się nie zastanawiając wrzucasz hasło w przeglądarkę i pierwsze co zobaczysz to informacja: „Wejście na Gerlach tylko z przewodnikiem”. Co zrobić w takim wypadku? Znaleźć odpowiedniego przewodnika i w góry!

Zanim wyruszysz na Słowację

Zapał i ambicje są, ale czy jestem wystarczająco przygotowany? To pytanie powinien zadać sobie każdy. Wejście na Gerlachowski Szczyt jest wymagające i potrwa najprawdopodobniej cały dzień. Wobec tego jeżeli nie mam za sobą przejścia po chociażby kilku wymagających trasach to należałoby się wstrzymać. Co mam na myśli pisząc „wymagające trasy”? Kilka przykładów: Świnica z Kuźnic przez Kasprowy (nie ma mowy o wjeździe kolejką), Mięguszowiecka Przełęcz pod Chłopkiem z Palenicy Białczańskiej, Rysy od strony polskiej oraz oczywiście Orla Perć. Mając w nogach wymienione szlaki, pokonane w dość dobrym, pewnym tempie możemy podnieść wzrok ku Gerlachowi.

Przewodnik i dojazd

Jeśli chodzi o wybór przewodnika to korzystajcie z Internetu i sprawdzonych opinii. Nie chcę tu robić reklamy, więc nie podam danych naszego przewodnika, jeżeli chciałby ktoś zapytać to zapraszam do kontaktu przez fb. Warto sugerować się opiniami i dobrze poszukać, aby nie być narażonym na popędzanie, a następnie na szybkie schodzenie.

Najłatwiej dojechać jest do Tatrzańskiej Polanki i tam zostawić samochód. Wejście do Parku w Słowacji jest bezpłatne. Niestety ( a może i stety) na obecną chwilę (lipiec 2020) nie ma możliwości wjazdu do Domu Śląskiego, musimy udać się pieszo. Chyba, że wynajmiemy słowackiego przewodnika, wtedy za koszt ok 10-15 euro podwiozą nas do schroniska. Wejście od samego dołu nie jest jednak tak nudne, jak podejście do Morskiego Oka, więc ruszamy od Polanki. Satysfakcja z pokonania dłuższej i tak naprawdę pełnej trasy będzie zdecydowanie większa!

W stronę Domu Śląskiego

Trasa początkowo to czysty asfalcik, ale na szczęście szybko możemy wejść na bardziej leśne dróżki.

Podążamy cały czas szlakiem zielonym, aż po niecałych dwóch godzinach stajemy przed schroniskiem-hotelem  Dom Śląski. Krótka przerwa na podładowanie energii i ruszamy wzdłuż Wielickiego stawu wciąż podążając za zielonym oznaczeniem. Wyłoni się przed nami wspaniały wodospad i niesamowicie pięknie położona Dolina Wielicka.

Widok ze schroniska

Ujęcie z góry, w tle Dom Śląski.

Wielicka Próba

Schodzimy ze szlaku, przekraczamy wodospad i… słyszymy długi, głośny świst. Znak, ze świstak-zwiadowca ostrzega swoich o naszym przyjściu. Docieramy do skalnych ścian, gdzie przewodnik ubiera nam niezbędny sprzęt i zaczynamy Próbę. Jest to stroma, kilkunastometrowa ścianka znajdująca się na wschodniej ścianie Gerlacha. Jest to miejsce dość wymagające siłowo, dające jednak wiele satysfakcji. Szczególnie, gdy obrócimy się spoglądając w dół, a tam świstaki biegają po jeszcze nie stopniałym śniegu. Następnie zostało nam mozolnie wdrapywać się w górę ku Przełączce nad Kotłem.

Widok na wschód z Przełączki. W tle nieco schowana Łomnica

Gerlachowski Kocioł

Dalsza trasa nie zawiera już tylu przewyższeń. Znajdujemy się ok 2500 m n.p.m. i trawersujemy w stronę szczytu. Pod nami znajduje się Gerlachowski Kocioł, masywne góry, niesamowicie formujące się chmury i przebijająca zieleń z doliny. Przemierzamy ciekawe i często strome półki skalne – właśnie po to warto się tyle wdrapywać!

Śmiejąca się chmurka w tle 🙂

Widać krzyż!

Docieramy do Batyżowieckiego Żlebu, gdzie leży jeszcze całkiem sporo śniegu. Dosyć wydeptana ścieżka wcale nie jest taka bezpieczna. Przechodzimy ją sprawnie, jednakże w palce u rąk robi się momentalnie bardzo zimno. Pozostaje nam już krótka wspinaczka i w oddali pojawia się oryginalny krzyż, co oznacza, że Gerlach mamy na wyciągnięcie ręki!

Jeszcze nieco zachmurzony szczyt

Szczyt zdobyty! Pogoda wyborna do podziwiana krajobrazów!

Co ciekawe na szczycie przy dobrej pogodzie widać zarówno Rysy, Łomnicę, jak i Trzy Korony w Pieninach. Czy może być lepszy krajobraz? To się nazywa prawdziwy król Tatr!

Zejście z atrakcjami

Jeśli sądzisz, że na tym koniec atrakcji to nic bardziej mylnego! Zejście, które obieramy prowadzi przez Batyżowiecki Żleb, który szczególnie w górnej części daje popalić. Jest stromo, ślisko i zalega jeszcze sporo śniegu (przypominam: końcówka czerwca 2020). Nogi zaczynają powoli odczuwać już ilość przewyższeń, schodzenie w dół dodatkowo obciąża uda, co sprawia, że każdy krok powinien być stawiany uważniej.

Zejście przy Żlebie

Batyżowiecka Próba

Tym razem czeka nas sześciometrowy próg skalny, który ubezpieczony jest klamrami. Można go pokonać bez liny, choć wymaga to dużego skupienia i siły nóg. Na pewno jest to jedno z ciekawszych miejsc w drodze powrotnej, gdzie możemy poczuć jeszcze nieco wspinaczkowego charakteru.

Widok na górną część Próby

            Widok z góry na dolną część Próby

Batyżowiecki Staw

Po przebrnięciu przez Próbę już spokojniejszym krokiem zmierzamy w stronę stawu i oznakowanego szlaku.

Zejście ze żlebu w stronę stawu.

Co ciekawe znów drogę umilają nam świstaki, które przebiegają przez śnieg i chowają się za kamienie. Jednego dnia zobaczyć kilka sztuk tych rzadko występujących zwierząt – coś świetnego!

Docieramy Batyżowieckiego Stawu, gdzie obowiązkowo trzeba się zatrzymać na kilka fotek, bo przejrzystość i piękno wody nie pozwalają iść dalej.

Batyżowiecka Dolina

Z niechęcią opuszczamy to cudowne miejsce i czerwonym szlakiem zaczynamy powrót na parking. Wokół nas jest wciąć tak wiele zmieniających się krajobrazów, potężnych masywów górskich, potoków, chmurek, że od obracania głowy można zaliczyć glebę i się nieco pozdzierać. Szum wodospadu z doliny umila drogę w dół.

Dolina Batyżowiecka z widocznym wodospadem. Staw już nieco schowany w tyle

Pod Suchym vrchom wchodzimy na szlak żółty, który poprowadzi nas, aż do Wielickiego Mostu, a stamtąd zielonym pójdziemy w dół prosto na parking przy tatrzańskiej Polance.

Podsumowanie

Trasa wyceniana jest na poziom trudności 0+ (taka Orla Perć bez ułatwień). Cały wypad zajął nam 13 godzin. Tempo spokojne, wiele razy zatrzymywaliśmy się nacykać fotek, bo pogoda pozwalała, a krajobrazy były bajeczne. Polecamy każdemu wprawionemu piechurowi wypad na Gerlach, jednak pamiętajcie o dwóch najważniejszych czynnikach: sprawdzenie pogody oraz odpowiednia kondycja i siła!

A tutaj możecie zobaczyć relację w formie video obejmującą najciekawsze momenty trasy:

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.