Rzym w 3 dni. Dzień pierwszy w Wiecznym Mieście

Caputi mundi

Stolica świata. Miasto określane w ten sposób od czasów starożytności, aż samo prosi się o odwiedzenie. Jak mówi słynna maksyma „wszystkie drogi prowadzą do Rzymu”. W końcu i moja droga zaprowadziła mnie do Wiecznego Miasta.

W podzielonej na dwie części relacji próbuję pokazać, jak zabrać się za zwiedzanie Rzymu. Które miejsca warto podkreślić w planie, jako obowiązkowe, a które niekoniecznie. Skąd wyruszyć i jaką drogą podążać, aby nie kręcić się w kółko? Na co szczególnie uważać podczas zwiedzania? W drogę !

Przystanek – Vittorio Emanuele

To tu stawiam pierwszy krok listopadowego poranka. Dojeżdżamy metrem, linii A, skąd rzut kamieniem znajduje się bazylika Santa Maria Maggiore. Pominę opis bazylik, które odwiedziłem, gdyż na ich temat powstał osobny wpis

Scala Santa

Podążając dalej ulicą Via Merulana docieram do Świętych Schodów. Według tradycji przywiezione zostały przez świętą Helenę w IV wieku z Jerozolimy. Miał nimi być prowadzony na sąd Piłata Jezus Chrystus. Niestety, trafiłem tam w momencie, gdy Schody zostały oddane do remontu… ale zachowując tradycję, wchodząc do kaplicy po zastępczych stopniach również wymagane jest przejście na kolanach. 

Przyznaję, że kolana trochę bolą :). Po drugiej stronie ulicy znajduję się Bazylika św. Jana na Lateranie, jako że została opisana w poprzednim wpisie ruszamy dalej.

Koloseum

Kolejny niezbyt długi spacer, tym razem ulicą Via di S. Giovanni di Laterano i jesteśmy przy (chyba) najsłynniejszym zabytku Rzymu. Ogrom starożytnego amfiteatru robi kolosalne wrażenie.

Bardzo ciężko jest ująć w obiektywnie całość budowli, dlatego warto obejść ją dookoła oraz zahaczyć przy okazji o Łuk Konstantyna Wielkiego. 

Via dei Fori Imperiali

To podążając tą ulicą musiałem zbierać szczękę z ziemi i mało nie doznałem skrętu karku. Nie wiadomo gdzie się rozglądać, z każdej strony atakuje starożytność. I to starożytność w autentycznym wydaniu. Rozległe ruiny Forum Romanum robią robotę. Przystaję na chwilę próbując ogarnąć to wzrokiem. Brakuje tylko, żeby ludzie zrzucili kurtki nike czy innego adidasa, ubrali sandały i luźną odzież starożytnych Rzymian i jestem 2000 lat wstecz. 

Wybierasz się do Rzymu? Ta trasa to obowiązek i koniec !

Piazza Venezia 

Po drodze możemy jeszcze wejść na niewielkie wzniesienie, przy którym znajduje się więzienie Mamertyńskie , będące najstarszym więzieniem starożytnego Rzymu. Idąc nieco dalej natrafimy także na słynny pomnik wilczycy, który jest dosyć skromny i szczerze mówiąc nawet dość łatwo jest go pominąć.

Sam Plac Wenecki to przede wszystkim piękna budowla, jaką jest Ołtarz Ojczyzny. Wzniesiona ku uczczeniu zjednoczenia Włoch prezentuje się w moich oczach, jako symbol potęgi i zwycięstwa. 

Wchodząc po schodach możemy udać się do wewnątrz i zwiedzić małe muzeum (płatne) lub przejść na boczny taras i podziwiać panoramę Rzymu wraz z górującą kopułą Bazyliki św. Piotra na horyzoncie. Po bardzo krótkim namyśle wybieram drugą opcję. 

Co prawda głód zaczyna 'trochę’ doskwierać, lecz bliskość fontanny Di Trevi nie pozwala mi zwolnić.

Skąd te tłumy?!

Dosłownie kilka minut spaceru dzieli Piazza Venezia i słynną fontannę. Piękne, potężne rzeźby oraz umiejscowione u ich stóp kaskady wodne przyciągają wzrok tak, że ciężko jest się nacieszyć tym widokiem. Zagęszczenie turystów w mig staje się zrozumiałe.

Co po zmroku?

Zaczyna się ściemniać. Na szczęście dołącza do mnie mój 'przewodnik’ – kapłan polskiego pochodzenia, na stałe pełniący posługę w Rzymie (o nim trochę więcej później, bo to ważna postać tego wyjazdu).

Oddalamy się nieco od centrum. Olek prowadzi mnie do miejsca, gdzie  w czasie odwiedzin nocowała św. Matka Teresa z Kalkuty. Witają nas bardzo miłe i gościnne siostry. Jedna z nich okazuje się być Chorwatką, wobec czego jako wielki fan Bałkanów ucinam sobie z nią dłuższą pogawędkę. Przedstawiają nam malutki, skromny pokoik, w którym przebywała wymieniona wcześniej święta. Niby miejsce nic specjalnego (patrząc na walory 'wzrokowe’), ale naprawdę warte odwiedzenia.

No to prowadź !

Mój plan na dziś wykonany. Ale to nie koniec! Teraz daje się poprowadzić. Olek zabiera mnie w mniej zatłoczone rejony. Nie sprzeciwiam się. Docieramy do niewielkiej bramy przy zakonie joannitów. Szczerze mówiąc nic ciekawego, więc skąd ta kolejka?! Cierpliwie oczekujemy, żeby móc zaglądnąć przez dziurkę od klucza. Co przez nią widać? Jedź i zobacz ! Jak Ci powiem to czar pryśnie :). Warto.

To już ostatki

Wracając do centrum Rzymu wybieramy się jeszcze, żeby zobaczyć Plac św. Piotra nocą. Nie rozwodząc się za wiele, jest to po prostu miejsce, które trzeba odwiedzić zarówno w ciągu dnia, jak i po zachodzie słońca. Pięknie oświetlony nadaje temu miejscu jeszcze więcej uroku. 

Jeszcze chwila zadumy nad miejscem oznaczonym pamiątkową płytą z datą 13.05.1981. W tym miejscu postrzelony został Jan Paweł II.

Starczy!

Dziesiąta godzina zwiedzania dobiega końca, wobec czego ruszamy na kwaterę. Ale zanim zalegnę na wyro przydarza się nietypowa okazja do krótkiego treningu sprinterskiego. 400 metrów w pogoni za autobusem i dzień można uznać za udany. Kolejna moc atrakcji nazajutrz…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.