Zimowe Karkonosze. Śnieżne Kotły

Śnieżne Kotły to jedno z najatrakcyjniejszych miejsc w Karkonoszach. Obierane za cel zarówno latem, jak i zimą. Właśnie w ciepłe miesiące przechadzając się po karkonoskim grzbiecie pojawia się myśl, aby dotrzeć tu także w zimowej scenerii. Niestety tegoroczna zima jest raczej jesienią, ewentualnie wczesną wiosną, ale góry są piękne o każdej porze roku, więc ruszamy!

Na przełomie zimy i jesieni

Jednodniowa wycieczka zaplanowana z Jagniątkowa zaczyna się na parkingu przy ulicy Michałowickiej, gdzie rozpoczyna swój bieg szlak niebieski. I nie ma tu żadnej skomplikowanej trasy, gdyż obierając to oznakowanie, nie zbaczając z niego, trafimy na karkonoski grzbiet. Początek stycznia, temperatura w dolinie to jakieś +7 stopni. Jeśli chodzi o ubiór to jednak z pewnością zakładamy sprzęt typowo zimowy. Nie jest to niestety zbyt komfortowe w początkowej fazie drogi, która wije się pod górę. Mokra koszulka daje szybko o sobie znać. Około 45 minut zajmuje nam dotarcie do miejsca, gdzie zobaczymy śnieg. Pnąc się dalej w górę powoli wychodzimy z lasu i pojawiają się pierwsze, zimowe krajobrazy.

Czarna Przełęcz

W niektórych momentach robi się niebezpiecznie ślisko (przydają się raczki) oraz mocno wietrznie. Warunki na trasie zmieniają się w szybkim tempie. Coraz więcej śniegu wokół odmienia krajobraz. Ostatnie podejście przed Czarną Przełęczą to bardzo silny wiatr prosto w twarz (przydaje się kominiarka) i piękny widok nisko osadzonych chmur. Mała budka służąca, jako schronienie daje nam możliwość skrycia się na chwilę, aby wypić ciepłą herbatkę po niemal 3 – godzinnym spacerze. Przechodzimy na szlak czerwony i startujemy w stronę celu podróży.

Śnieżne Kotły

Droga mija w szybkim tempie, bo widoki są przepiękne! Nisko położone chmury od strony czeskiej nadają grzbietowi dodatkowego klimatu, jednak silny wiatr nie pozwala na zbyt długie przystanki. Zza gęstych obłoków zaczyna wyłaniać się stacja przekaźnikowa.

Dochodząc do okolic Wielkiego Szyszaka podmuchy stają się jeszcze bardziej natarczywe. Niezbędne jest założenie ciasnego kaptura i kominiarki, przydałyby się także gogle. Okolica piękna, a wietrzysko momentami niemalże jest w stanie przesunąć człowieka.

Stacja przekaźnikowa

Celem wycieczki było dotarcie do stacji przekaźnikowej i cel został zrealizowany w niecałe 4 godziny. Przy samym budynku podmuchy wiatru były tak mocne, że zmrożony śnieg unosił się i bezpardonowo ranił twarz. Czuło się mnóstwo wbijających szpilek w policzki. Z racji tego, iż nie ma tam za bardzo miejsca aby się schronić, szybko podjęliśmy decyzję o powrocie. Kilka zdjęć z punktów widokowych i kontynuacja wycieczki w stronę Jagniątkowa.

Powrót

Zdecydowaliśmy się na powrót tą samą drogą – szlakiem czerwonym, a następnie niebieskim (od Czarnej Przełęczy do Jagniątkowa).  W momencie schodzenia z przełęczy robi się zdecydowanie cieplej, śniegu ubywa i tak jakby czar nagle pryskał. Piękna, zimowa, górska sceneria odchodzi, jakby jej nie było i znów wracamy w oblicze jesieni, czy też wczesnej wiosny…

Podsumowując wyprawę należy pamiętać przede wszystkim o tym, jak zmienne warunki panują w górach (szczególnie zimą!). Także odpowiedni ubiór zawsze w cenie! Polecamy zdecydowanie wypad w Karkonosze, warunki wysoko w górach są naprawdę dobre do wędrówek oraz nart biegowych, choć niestety nie można powiedzieć tego samego o dolinach. Taki styczeń się trafił w 2020 roku.

A tutaj jeszcze relacja wideo:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.